usługi w Dtp.pl:  STRONY WWW: Fabrikon.pl PROJEKTY: StudioInternetowe.pl i Projekty24.pl

Dtp.pl - źrodło informacji dla branży wydawniczej i jej klientów - już 9 lat na polskim rynku!
BtoB platform for publishing professionals, servicing the community since 2001

reklama za tylko 500 zł!

  środa, 10 marca 2010
Tomasz Opasiński:
Kontrakt designerski za granicą

Autor opisuje, jak daleko jest od snu Designera do jawy oraz jakie zasadnicze różnice zauważa po kilku miesiącach pracy w agencji reklamowej w Milwaukee. Przeczytasz tu o bitwie z urzędami, o integracji nowojorskiego środowiska artystycznego, o ścisłym podziale obowiązków pracownika oraz zakazu wysyłania prywatnych maili z pracy...


NajpiękniejszyPrezent.pl

Kilka lat temu zrodziła się w mojej głowie idea... maleńka iskierka, w bardzo ciemnym i zimnym tunelu - praca za granica, oczywiście jak najbardziej legalna praca za granica. Jestem Graphic Designerem dodam tylko dla uproszczenia wywodu. Z początku przygoda z zagranicznym kontraktem wyglądała nawet zabawnie... znaleźć klienta-pracodawcę, wypełnić papierki i poczekać nieco... nieomal jak przepis na pieczenie ciasta. Ciasto ciastem a realia realiami... jak sprawa wyglądała i jak wygląda, nieco poniżej... Zapraszam, może być ciekawie.

Cóż, w Polsce jak jest i było to każdy z branży wie, dla mnie - rzekłbym szczerze - średnio ciekawie. Mały ten nasz światek reklamowo-designerski więc piszę w zasadzie do znajomych. Ku przestrodze lub pociesze, nie wiem jeszcze...
Sprawa w zasadzie była jasna wybór także - Australia... kraj ciepłej zimy i jeszcze cieplejszego lata, aura ogólnie sprzyjająca kreacji. Plaże, opalone kobiety... czysta przyjemność... pierwsza wizyta w Ambasadzie Australii nieco "zwala z nóg"... aby wyjechać legalnie i nie do pracy w jakimś burgerlandzie, trzeba przedłożyć 2,5 tony wszelakich papierów m.in.: poświadczających chęć powrotu do polski po wygaśnięciu ewentualnego kontraktu... ale jak? Jak mam udowodnić ze chce wrócić do Warszawskiego zimowego błota na ulicach, które tak kocham, i jak udowodnić, że kocham niepłacących mi klientów? No nie za bardzo się da, przynajmniej ja nie umiałem. Wyjazd turystyczny jest o wiele łatwiejszy.
Żeby było zabawniej wpadłem w niekończące się koło zależności typu: Ależ oczywiście, że damy panu wizę ale musi pan znaleźć pracę - oczywiście że panu pracę damy ale najpierw wiza... :)
Właśnie tak w telegraficznym skrócie przedstawia się sprawa wyjazdu do Australii... nie zrażony porażka zacząłem myśleć o Anglii i USA. Niestety okazało się, że z Anglią sprawa wygląda zupełnie podobnie, czułem się czasami jak "wściekła krowa", która chce znaleźć tam legalna prace... :)
Przełom w poszukiwaniu pracy nastąpił zeszłego roku na wyjeździe do USA, gdzie "niechcący" zahaczyłem się o największe na świecie targi pracy w Madison Square, coprawda mogłem sobie pozwolić tylko na 15 minut poszukiwania ale... warto było. Z pozoru sprawa wyglądała niewinnie ale załatwianie papierologii trwało, uwaga: 7 miesięcy i około 4000$ ze strony pracodawcy i 2200$ z mojej. Jak widać... znaleźć pracodawcę to jedna sprawa a znaleźć takiego, który jest w stanie "zasponsorować" nam wyjazd to inna nieco bajka.
Na szczęście mam już za sobą miesiące oczekiwań na wizę, problemy z urzędem emigracyjnym w stanach i takimi innymi wynalazkami. Jako ciekawostkę dodam, że całościowe koszta załatwienia wyjazdu powiększone zostały jeszcze o czek dla prawnika, który nie potrafił znaleźć w stanach odpowiednika mojego wykształcenia. :)
Jeszcze jedna uwaga, jeżeli poszukujecie pracy poprzez Internet... na jedno ogłoszenie o prace odpowiada około 300-340 zgłoszeń z resume. Z całego świata. Podobno w Nowym Jorku jest więcej Designerow niż w całej Polsce, czy to prawda tego nie wiem... :)
Stany, stany... fajowa jazda... :)

Nie będę pisał o ogólnym szoku kulturowym - bo to temat na osobny felieton. Napisze nieco o zaskoczeniu jakie mnie dopadło po bliższym przyjrzeniu się stylowi pracy amerykańskich designerów, operatorów i wszelakiej maści ludzi reklamy i DTP.
Pierwsza miła niespodzianka... każdy ma swoje zadanie i swoje obowiązki, każdy rozliczany jest za swoja robotę, co do 10 minut. [Może rozwinę nieco tą myśl]
Polski standardowy obraz operatora/grafika przypomina nieco małpę, która w lęku przed utratą pracy stara się coś zeskanować, poskładać, wyretuszować, wyświecić i do tego rozmawiać o tym z klientem. Wszystko w ramach redukcji kadr i kosztów - oczywiście pozornej redukcji kosztów. Gdyby się temu nieco lepiej przyjrzeć, w ten sposób raczej redukuje się koszty zużycia kawy w pracowniczej kuchni, bowiem resztę kosztów pochłania naprawa błędów powstałych na wskutek pośpiechu, braku doświadczenia i zwykłej głupoty - obu stron.
Oczywiście tu gdzie pracuję szefostwo również stara się zmniejszyć koszta, ale innym sposobem. Stara się zatrudnić wykwalifikowanych a nie tańszych pracowników. Czujemy różnice? Skutkiem tego jest ścisły podział obowiązków. Każdy jest odpowiedzialny, ale za rzecz która robi najlepiej i rzecz dla której został zatrudniony. Więc jeżeli jesteś świetnym copywriterem nie będziesz musiał skanować na bębnie, jeżeli projektujesz zaś opakowania i w tym czujesz się jak ryba w wodzie - to możesz być pewny ze pracodawca nie zleci ci wyklejania autobusu wycieczkowego... marnowałbyś czas a czas jak wiadomo to pieniądz. Amerykanie wiedza tym dobrze. Więc każdy jest na swoim miejscu i robi to co potrafi najlepiej. Jest tu takie porzekadło o tym, że Michael Jackson jest kim jest, bo nie kazano mu kierować wózkiem widłowym... w sumie to by się zgadzało...

Oprócz pracy (od 8.30 do 17.00) istnieje jeszcze kilka ciekawych miejsc w których można spotkać designerów lub ludzi z branży. Każde muzeum (Art Museum) lub biblioteka maja swoje kluby, w których spotykają się rożni ludzie. Średnio 2 razy w miesiącu jest organizowane jakieś spotkanie tematyczne - czy to grafika April Greiman czy coś innego - zawsze można się czegoś dowiedzieć, kogoś poznać... z kimś porozmawiać. Fajne uczucie kiedy dookoła ciebie tańczy, pije piwo i śpiewa około 200 webdesignerów rożnej maści... nie ma problemu w takim przypadku z rozpoczęciem rozmowy. Jakoś umieją się trzymać razem i nie tworzyć atmosfery współzawodnictwa, bardzo to miłe kiedy jest się tu obcą osobą. Zaproszenie na takową imprezę często przychodzi do domu pocztą. Nie doświadczyłem tego niestety u nas w kraju. Chyba rzadko organizuje się u nas mecze piłki wodnej pomiędzy agencjami reklamowymi lub cos podobnego w tym stylu. Ogólnie bardzo mila atmosfera.

Oczywiście są też mniej miłe dla nas sprawy... Nie można na przykład używać komputera w pracy do prywatnych celów. Maile i takie tam inne wynalazki odpadają na przedbiegu... Założenie jest takie, ze nikt nam nie płaci za wysyłanie prywatnych maili i temu podobnych.

Cóż.. Jeżeli kogoś tym felietonem zainteresowałem, zapraszam do dyskusji na łamach Dtp.pl.

Tomasz Opasiński, Milwaukee 25.12.2001

Prześlij komentarz

Ilość komentarzy: 4


Chce tylko potwierdzić słowa Pana Tomasza, jeśli chodzi o system pracy w firmach amerykańskich, tu konkretnie chodzi nam o wydawnictwa i studia graficzne. Pracowałem w sieci malej poligrafii. Amerykanie autentycznie w pracy pracują, nie ma mowy o prywatnych e-mailach, surfowaniu po Internecie itp. Każdy ma swoja działkę pracy i musi się z niej rozliczyć. Bardzo chętnie służą tez sobie pomocą. Nie tak łatwo jest strącić prace, jeśli wykażemy się choćby jakąś tam średnia wiedza i kreatywnością. Poza tym powściągliwość, nie można się puszyć - co to ja nie jestem za grafik, bo tego nie lubią. Ogólnie lepiej mi się pracowało w amerykańskiej firmie jak w Polsce. Szkoda tylko, ze trafiłem na recesje, bo pracowałbym pewnie do dzisiaj.
Maciej Szczepański, Detroit, 27 lipca 2003

Tomek, tomek znam go dobrze(pracowalo sie troche razem he...). Niestety smutna prawde opisal o Polskim rynku DTP (szeroko pojetym). Staralem sie jak on o wize do Australii i .... wszystko pieknie bardzo cie kochamy, mialem ponad 140 pkt. na 110 mozliwych, jak najbardziej poszukiwana osoba itd.., ale-no wlasnie KOSZT ktory na starcie zabiaj kazdego chetnego i tony papierow. Koszty ubezpieczem, koszty social etc. (nawet to ze mam rodzine w Australi i jedna osoba z rodziny jest jednym z wielkich liczacych sie buisnessmenow tego kraju, nie pomogo) i wlasnie to, ze udowodnij ze chcesz wrocic do Polski. Jeszcze jedna rzecz o ktorej nie wspomnial Tomek, ze na miejscu tj, w Australii nie dostaniemy legalnie pracy (ich polityka zalatw wszystko w swoim kraju to my ci damy wszystkie potrzebne papiey i kolo sie zamyka). Tak zalatwiajac mozemy zmarnowac rok czasu, a dobra praca przepadnie bo jaki pracodawca bedzie czekal na nas?. Oczywisci byla i Kanada w miescie (a raczj miasteczku ) blisko Alaski (11 m-c zima i to 2 razy wieksz niz spotkala nas w tym roku ( Burmistrz tego miasta wybudowal mieszkancom ogrod botaniczny by sie doswietlali i dozieleniali)), ale do rzezczy. Praca w Kanadzie super 170 000 $ rocznie mieszkanie i wszystkie zabezpieczenia, ale system emigracyjny gorszy niz za komuny - STOSY PAPIEROWi - coz przepadla. Teraz jestem 2 rok bezrobotny (tz. pracuje na czarno). Pracuje w agencji (hahahah... nawet piekarz tak moze sie nazwac), wlasciciele to BURAKI (tak wiem co pisze) nie majacy pojecia o rynku reklamy, ale maja wtyki (bo zona tu pracuje, siostra tu a ciebie znam z ... i tak dalej) i tak zabieraja klientow od fachowcow. Na koniec mego wywodu, a raczej dalszej czesci listu Tomasza, organizuje sobie prace w Czechach. Juz wielu moich znajomych, baaardzo dobrych profesjonalistow (jak np. : Tomasz) wyjechalo za granice a wielu juz jest w przedednu wyjazdu. Moze sie usmiejecie ale naprawde sa tam bardzo dobrzy design-erzy, moge wam tyle powiedzec (wszystkim zadufanym w sobie grafikom POLSKIM) jestescie tak mali w stosunku do Czchow, Rosjan etc. (malo znacie sie na sztuce kreacji-jak to widac na naszych plotach, papierach i Internecie). Gratuluje studiom, agencjom - postepujcie tak dalej (za 1500 zl bedziemy mielu wielu OPERATOROW- i tylko OPERATOROW), a Janko Muzykant bedzie rzepoli, a nie gral, a format PDF bedzie dziwny dla Polakow nawet w 22 wieku.
Pozdrawiam i zycze wszytkiego najlepszego kazdemu kto chce oposcic ten kraj (warto, by wiedziec ile jestescie warci). o|-<
Krzysztof Pietrasik, 19 stycznia 2002

Ciekawy tekst. Chociaż raczej to reportaż. Prosiłbym o opisanie dwóch spraw, w jaki sposób je załatwia się tam, za "wielką wodą":
1) niepłacący klienci, typu "mistrz świata w biznesie", który zawsze jest zdziwiony, że mi jakieś faktury nie zapłacił. Z tego co prezentują nasze publikatory, tam nie ma tego problemu, bo za "wielką wodą" sprawy tego typu załatwia niejaki Rambo czy inny Terminator;
2) darmowi graficy, którzy są w stanie konkurować (i przeżyć) wykonując w miesiącu pracę przez 20 godzin za 30 zł za godzinę (tak wynika z ich faktur), tj. pracę, która normalnie pochłania miesiąc pracy dla dwóch osób (mających nie tylko wydatki związane z firmą, ale i normalnym życiem). Z tego co prezentują nasze publikatory, tam nie ma tego problemu, bo za "wielką wodą", a także w Unii Europejskiej po ulicach chadzają całe stada kasiastych klientów, nic tylko tam jechać i kasę trzepać.
Pozdrowienia, Robedar, 7 maja 2003

Z wielką radością wziąłem do rąk tekst, który okazał się niczym świeża bryza w zalewie "sarmackiego pozerstwa" . Więcej nam takich Panie Tomaszu;)
Darek CERAZY, 31 grudnia 2003

 


Sklep.dtp.pl

 
Portal istnieje od stycznia 2001 roku i odwiedza go miesięcznie ponad 15.000 profesjonalistów z branży DTP, PrePress i Press. Porusza zagadnienia z zakresu przygotowania rożnego rodzaju publikacji drukowanych i elektronicznych (z ang. desktop publishing). Kierowany jest do ludzi, ktorzy pracują w agencjach reklamowych, wydawnictwach, studiach graficznych, przygotowalniach poligraficznych oraz działach graficznych telewizji, drukarń, firm marketingowych. Zapraszamy do zapoznania się z formami reklamy: kliknij

copyright 2001-2009 Dtp.pl. Dtp.pl jest zastrzeżonym znakiem towarowym. Użyte w portalu znaki firmowe i towarowe, nazwy firm i produktów są zastrzeżone odpowiednimi prawami.